Ze smutkiem spojrzałem mu w oczy, były duże – koloru ciemnego piwa…
Dlaczego, nie mówi mi całej prawdy?
Wyprostowałem się obolały – mokry, zimny kamień, nie był najlepszym siedziskiem – jednak tutaj i w tych okolicznościach, na żadne – nawet te najmniejsze wygody, nie miałem co liczyć. Gdyby i tego mało było – me ubranie było całkiem przemoknięte i co najgorsze, śmierdziałem rynsztokiem… ale nie narzekałem… o niebo gorszy los, mógł dziś na wszystkich spotkać – niż kąpiel w miejskich odpadkach.
Wytarłem wilgotne dłonie, w nieco już przeschłą na wietrze koszulę.
Ponownie utkwiłem pytające spojrzenie, we włochatej twarzy Wielkoluda. On sam, nie mówił nic – beznamiętnie, wpatrywał się tylko we mnie – tym swoim, zagadkowym wzrokiem…
A jeśli rzeczywiście, powiedział już wszystko?
Jeśli to właśnie ja, popadam – w ich wampirzą paranoję?!
Przetarłem twarz, mokrym rękawem kurtki.
Muszę zebrać myśli. Za szybko tej nocy, sprawy się potoczyły…
Tagi: Djordji, Elinopsis, Istishia, John de York, Lexarius, Lookworth, Marcel, Orlan, Shylaja, Torann, Tremere, York
Autorem jest Djordji - 04/10/10 - 1 komentarz






Szeroka na dwa wozy, wyłożona grubym kamieniem z pobliskich kamieniołomów droga, wznosi się i opada, przecinając wzgórza i stepy północnej Anglii. Jej mniejsze odnogi , zwyczajne polne ścieżki, prowadzą do zatopionych w bujnych wrzosowiskach gospód oraz wsi. Co parę kilometrów można ujrzeć zniszczone przez czas rogatki oraz resztki murów stanowiących osłonę dla garnizonów przepełnionych niegdyś rzymskimi żołnierzami.