Przebudził się. W powietrzu czuć było wilgoć, dużo wilgoci. Niebo całkowicie było zasłonięte grubymi chmurami, z których padał gęsty deszcz. Wiatru nie było.
Poszedł poszukać Lili oraz Goliata. Znajduje ich dość szybko.
Lila zaraz po przebudzeniu musiała przyjść do Goliata. Już jest nakarmiony, przeżuwa powoli wiązkę trawy będąc
jednocześnie czesanym przez wampirzycę, która robiąc to przemawia do niego. Torann na chwilę przystanął, aby przyjrzeć się tej scenie…
- Tak koniku, jedz ładnie trawę, żebyś miał dużo siły. Teraz cię ładnie uczeszemy, twoja sierść będzie ładnie błysz…
Torann, już wstałeś !? Chodź do nas, nie stój w tym deszczu. Goliatowi trzeba zmienić podkowy, zobacz jakie te są już zniszczone…
Wielkolud podszedł do nich z delikatnym uśmiechem na twarzy. Przyjrzał się podkowom, oczywiście nie miał o tym zielonego pojęcia, ale gotów jest zrobić to dla niej. Podszedł do konia i zaczął go głaskać po pysku.
” Cóż uczynić koniku, cóż mam zrobić… Nie chce aby się jej stało coś złego, a jak będę kontynuował to co zaczęliśmy to kto wie co się stanie… Odejdziemy, odejdziemy daleko, Ganglerzy z nami, myślę, że tam będziemy bardziej bezpieczni niż tutaj. Mam taką nadzieję… ”
- Liilllaaaa szzzzyyyykkkuuujjj siiiięęę ddoooo dddrrooggiii, wyyyjjeeżżdżżaaamyyy. – Wyjąkał wielkolud.
Autorem jest Toran - 08/11/10 - 0 komentarzy





